Prosto z Saude w Togo

Afryka moim sercem pisana…

 

Witam wszystkich serdecznie z Saoudé, kraju, gdzie marzenia się spełniają, czas stoi w miejscu, życie toczy się na ulicach lub przed domami a ludzie patrząc prosto w oczy sprawiają, ze chciałoby się tu zostać i zostać i zostać…

Może zacznę od początku…

W tamten sierpniowy poranek 2011 r, razem z Magdą wsiadłyśmy do  samolotu, by spełnić swoje marzenia a może raczej pragnienia; aby za  niecałe 10 godzin wylądować w stolicy Togo- Lome. Moje pierwsze spotkanie z prawdziwą Afryką… jakie było…?  Po wyjściu z samolotu  zachłysnęłam się mocno powiewem afrykańskiego powietrza a w zamian  dostałam mocne uderzenie w policzek; uderzenie gorąca, jakie panuje tu każdego dnia. Ale to nie przesłoniło mi mojego szczęścia. W Lome zamieszkałyśmy u gościnnych Ojców Werbistów, gdzie dyrektoruje o. Edward. Nasz pobyt w Lome trochę się wydłużył, a to dlatego, że Magdy walizki ( obie!) poleciały sobie zwiedzać Accrę. Ale dzięki temu my zwiedziłyśmy dużo miejsc w Lome, między innymi seminarium, którego widok mocno mną potrząsnął.  Chodzi mi o warunki, w jakich klerycy muszą studiować…wtedy zrozumiałam, że Afryka stała się moją rzeczywistością na kolejne lata… Gdy bagaże Magdy wróciły z podróży, pełne radości wsiadłyśmy do busa, aby po 10 godzinach dotrzeć do Saoude, gdzie grupa dzieci przywitała nas pięknymi piosenkami i cudownie pachnącymi kwiatami. Zapach ich nigdy nie uleci z mego nosa. A te kochane czarne buziaczki i oczęta od pierwszego wejrzenia zapadły mocno w całą mnie. Po powitaniach i przywitaniach, po kolacji i rozmowach z ks. Alfonsem- proboszczem, zostałyśmy odwiezione do naszego domu na St. Fridolin. Dostałam mały pokoik z oknem na afrykański świat…  Cóż mogę jeszcze pisać…

Dzieci…Są kochane, tulą się, garną, pozdrawiają,  łapią za ręce, jeszcze się kiedyś nie obejrzałam a  już kilkoro siedziało mi na kolanach. Kochane,  naprawdę.

Ludzie…O kolorze nieba… szczerzy, oddani,  zawsze uśmiechnięci. Chce się żyć, pracować i  chciałoby się tu umierać, ale ale, jeszcze nie  teraz!!! Póki co to muszę tu zostawić po sobie ślad  na skale; na skale, by trwał. I trzymam się dewizy  wg. Ph. Bosmansa ”356 razy zaczynać, nie być  zmęczonym, dla każdego być słońcem każdego dnia”

Eucharystia…Podczas mojego pobytu w Lyonie nie mogłam się pogodzić z „wyglądem” liturgii francuskiej; tutaj jest ona jeszcze bardziej inna. Myślę, że nie powiem źle, jak powiem, że jest niezrozumiała. Dlaczego? Bo jest w większości w języku kabye. Na szczęście mam świadomość gdzie jestem i co się dzieje. Na szczęście.

Okolice…Piękne, pełno zieleni, przyroda swoim widokiem zachwyca oczy i cieszy  tych, co lubią robić zdjęcia. Ryż, sorgo, arachidy, kokos, grejpfruty, pomarańcza…hm…

Moja praca…Po pierwsze  apteka-  staram się być na posterunku. Ponadto  grupa rodzin, potem dzieci przed chrztem czy komunią, katecheza z dorosłymi i przedszkole.

Kuchnia… jest  tradycyjna ale i jest trochę podobna do naszej. Co jemy? Na śniadania i kolacje to tak  po europejsku, chleb, margaryna, dżem, serek topiony,   pomidor, czasami się zdarzy jakaś wysłana konserwa. A obiady to fou- fou z sosem( jest to ubijany igname i  gotowany w formie naszej kluski śląskiej) z sosem, frytki  z ignaamu( podobne smakiem), czasami, ale nie za często ziemniaki, makaron z sosem, pate( kluska śląska z przefermentowanej mąki kukurydzianej), naleśniki, ryż, pomidory, ogórki, czasem ryba lub mięso. Można oczywiście pić herbatę, kawę czy kakao. Ja to bym mogła jeść co drugi dzień fou- fou, bo jest naprawdę dobre( przynajmniej mi smakuje). A ludzie, to najczęściej jedzą  pate, bo na więcej ich nie stać.

I jedzą raz dziennie.

 i ja… Zakochana w Afryce. Jestem jaka jestem i już. Ale jestem. I to  jestem w Afryce!!! Właściwy człowiek na właściwym miejscu. I  kropka koniec. Jest mi tu naprawdę bardzo dobrze, Pan Bóg mnie  rozpieszcza jak nigdy dotąd! Staram się być i świadczyć, bo to  najgłówniejszy cel, dla którego tu jestem; mam świadczyć, że  jestem uczniem Chrystusa i to jeszcze radosnym i szczęśliwym  uczniem! Wiem o tym, że nie jestem ideałem ani wzorem, ale  staram się być – jak mówił br. Albert Chmielowski „być dobrym jak  chleb”.

Może jeszcze wrócę do mojej pracy w aptece… Jest otwarta  codziennie oprócz sobót i niedziel. Leki, jakie wydajemy chorym  nie są sprzedawane, tyko wydawane w zamian za kukurydzę, która  przynoszą ludzie a która jest później rozdawana biednym. Tylko  niektóre antybiotyki są płatne, ale za taka cenę, że my później nie kupiłybyśmy tego leku w mieście. Poza tym, leki pozyskujemy w większości lub w całości od dobroczyńców, przyjaciół i różnych innych źródeł. Niektóre lekarstwa schodzą bardzo szybo i są bardzo potrzebne. Bardzo potrzebne są też opatrunki, bo ludzie idąc do szpitala, nie dość, ze płaca za pobyt, muszą się sami wyżywić, to też i opatrunki muszą mieć swoje. Smutne i dziwne, prawda? Ale prawdziwe.

 

 

 

 

Kończąc, pozdrawiam wszystkich Przyjaciół Klubu Matteo i do  kolejnego poczytania.

Gosia Kiswendesida Tomaszewska, misjonarka świecka SMA, Togo.  Z afrykańskim uśmiechem i pozdrowieniem

 

 P.S. Afryka jest cudowna!!!

 

 

 

newsletter

newsletter

syberia

" Drugiego dnia podróży, do naszego wagonu wsiadła spora ekipa rosyjskich poborowych. Oprócz tego, że w mundurach i z wiktem i oprzyrządowaniem wojskowym, to niewiele się wyróżniali. Oczywiście..."

więcej

syberia

"Jedziemy, jedziemy (...) . Nikt się za specjalnie nie integruje, turystów nie ma w naszym wagonie w ogóle. Za to klimat robią rosyjskie hity ludowe lecące z nieściszanego głośnika. Wziąłem ze sobą swoją muzykę, ale w tym pociągu chyba jej nie posłucham..."

więcej

SONY DSC

"Idąc do kolejnych świątyń, przyłączyli się do nas tubylcy, oferując pomoc w oprowadzaniu. To bardzo powszechne...Jeden chłopiec jednak zrobił na mnie wrażenie. Nie wiem, ile mógł mieć lat, może 10-12, świetnie mówił po angielsku i francusku...."

więcej

zdjęcia45

System szkoły togijskiej różni się bardzo od systemu polskiego szkolnictwa. Jest on na pewno na dużo niższym poziomie, ale na tyle, na ile „potrafi”, tak sobie radzi. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, by dzieci w Afryce miały dostęp do szkoły...

więcej

afryka2

Wyprawa do Afryki - czyli Muzungu wokół Jeziora Wiktorii - CZĘŚĆ II. Kolorowy kurz dalej wdzierał się przez brakujące szyby i malował wszystkich pasażerów, zwłaszcza tych siedzących z przodu. Zęby od tego zgrzytały, a ślina przybierała gęstość czekolady...

więcej