

autor: Teresa Kaciuba
Stamtąd przeszliśmy kilka kroków do znajdującej się bardzo blisko Sadzawki Betesda zwanej Owczą (prowadzono tędy owce na ofiarę do świątyni). W VIII w. przed Chrystusem były tu łaźnie. Potem przychodzili do tego miejsca chorzy, oczekując na uzdrowienie. Kiedy woda poruszyła się, ten kto pierwszy wszedł, zostawał uzdrowiony. Co powodowało poruszenie wody? Odnośnie tego istnieją dwie teorie. Pierwsza mówi o źródle, które co jakiś czas wybuchało. Druga wskazuje na wodę, która ściekając napełniała cysterny. Wtedy otwierano je, a woda mogła spływać dalej. Ksiądz Maciej odczytał tu fragment Ewangelii św. Jana dotyczący sadzawki. Mówi on o człowieku,” który od 38 lat cierpiał na swoją chorobę”. Jezus spojrzał na niego i zapytał czy chce być zdrowym. Jezus nie pytał go o chorobę. Nie musiał. Wniknął w człowieka. „Poznał, że czeka już długi czas”. Człowiek ten miał problemy z chodzeniem. Czekał, by go ktoś wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Jednak zawsze ktoś go ubiegał. Jezus powiedział do niego: „Wstań. Weź łoże swoje i chodź.” Ale był szabat. Żydzi więc mówili do uzdrowionego człowieka, że nie wolno mu w szabat nosić łoża. On jednak powiedział, że ten kto go uzdrowił, tak mu polecił. Nie wiedział jednak, kto go uzdrowił. Jezus natomiast odszedł. Nie dal się poznać. Nie chciał, by zrobiono z niego celebrytę. (Przy sadzawce bowiem było dużo ludzi). Ale spotkał uzdrowionego człowieka w świątyni. „Nie grzesz więcej, aby ci się nic gorszego nie przytrafiło.” (nie stało). Jak to rozumieć? Czy grzech powoduje chorobę? – Nie! Chodzi o to, że człowiek czasem jest sam sobie winien, ale tego nie rozumie. Słowa Jezusa można by przetłumaczyć następująco: ”Myśl co robisz, nie postępuj głupio”. Jezus prostuje myślenie ludzi. Mówi tym, by nie obwiniali Boga, za zło, które ich spotyka. Kiedy człowiek ten wyszedł ze świątyni, udał się do Żydów i powiedział im, że uzdrowił go Jezus. Ci chcieli oskarżyć Jezusa. Ale nie dlatego, że pomógł, tylko dlatego, że zrobił to w szabat. W dodatku nazywał Boga swoim ojcem. Biblia przedstawia kontakty ludzi z Bogiem. Są tam opisane relacje zarówno pozytywne jak i negatywne m.in. gwałty, wojny, bluźnierstwa. Biblia tego nie wybiela. Przedstawia je tak, jak miały one miejsce.
Następnie przeszliśmy do miejsca skazania Jezusa – Litostrotos. Był to brukowany dziedziniec znajdujący się prawdopodobnie w twierdzy (pałacu) Antonia. Twierdzę zbudował Herod Wielki, i dał jej taką nazwę na cześć Marka Antoniusza. Piłat przebywał tu w czasie Paschy, aby osobiście dowodzić żołnierzami rzymskimi, których zadaniem było utrzymanie porządku, ponieważ na ten czas przybywało do Jerozolimy dwa razy tyle pielgrzymów, ile miasto liczyło ludzi.
Stamtąd skierowaliśmy się do Kościoła Biczowania zwanego Flagellation. Pochodzi z XII w. ostateczny kształt nadał mu Antonio Barluzzi na początku XX w. Kilka słów na temat Piłata. Pochodził z Pontu- stąd Poncjusz. Był prokuratorem (namiestnikiem) Judei ustanowionym przez cesarza. Relacje pomiędzy nim a Żydami nie były dobre. Wiedział on, że Żydzi wydali Jezusa przez zawiść. Myślał, że kiedy zobaczą ubiczowanego Jezusa, to im przejdzie i zostawią Go. Ale tak się nie stało mimo, że niedawno patrzyli na cuda i wołali „hosanna”, teraz krzyczeli głośno: ”Ukrzyżuj, ukrzyżuj”. W końcu zaszantażowali Piłata wołając: ” Jeżeli go uwolnisz, nie jesteś przyjacielem Cezara. Każdy, kto się czyni królem, sprzeciwia się Cezarowi”. To sprawiło, że Piłat się ugiął i wydal Jezusa na ukrzyżowanie. Kiedy Judasz opamiętał się, przyszedł do Żydów mówiąc: „wydałem niewinnego” i zwrócił pieniądze. Jednak Żydzi nie wzięli tych pieniędzy z powrotem, „bo były zapłatą za krew” – przyznali się tym samym do winy.
Teraz udaliśmy się śladami Jezusa na Drogę krzyżową – Via Dolorosa. Ksiądz Maciej zaapelował, abyśmy przeszli Ją w ciszy. To znaczy, że Ksiądz prowadzi rozważanie, a my słuchamy i milcząc przechodzimy do poszczególnych stacji. Mamy patrzeć na Drogę Krzyżową w kontekście Zmartwychwstania. „Nie płaczcie nade mną”- mówił Jezus.
Chyba właśnie to wsłuchanie się w słowa Księdza i milczenie sprawiło, że przejście Drogą Krzyżową mną wstrząsnęło. Teraz tylko to się liczyło. Nie widziałam ludzi, nie miałam potrzeby robienia zdjęć, dzielenia się spostrzeżeniami. Szłam tą drogą, którą szedł umęczony Jezus. Dźwigał krzyż (prawdopodobnie poprzeczna belkę, do której miał przywiązane ręce. Dlatego nie mógł się ratować i upadał). Różne myśli przechodziły mi przez głowę. Inaczej to sobie wyobrażałam (choć program Cejrowskiego „Boso przez świat” trochę mnie naprowadził). Centrum miasta. Głowna ulica. Sklepiki, kramy, mnóstwo ludzi. Gwar. Każdy zachwala swój towar. A tu pojawia się pochód. Prowadzą skazańca. Właśnie tędy. Czy ktoś zwraca na Niego uwagę? Pewnie nie bardzo. Każdy zajmuje się swoimi sprawami. Przecież takie sytuacje nie należą tu do rzadkości. Za miastem jest miejsce straceń. Wielu skazańców tędy wyprowadzają z miasta poza jego obręb, by tam wykonać wyrok. Żołnierze rzymscy też pewnie chcą mieć to już za sobą. Poganiają, krzyczą. Dla nich to jeden z wielu. Im prędzej wykonają rozkaz, tym szybciej będą mogli odpocząć. Pewnie jest gorąco. Słońce tam nie żałuje swoich promieni. Jak tu iść? Może ktoś pomoże? Nie ma chętnych. Więc trzeba przymusić. Padło na Szymona z Cyreny. Szedł właśnie tędy. Kazali mu wziąć krzyż. Czy chciał…? Ale wziął. Nie zamienił słowa z Jezusem. Ale popatrzyli na siebie. Jezus spojrzał mu w oczy. To spojrzenie zmieniło nastawienie Szymona. Jeszcze Weronika. Podbiegła do Jezusa. Chciała Mu ulżyć i otarła Jego twarz. Czy się nie bała…? Przecież żołnierze mogli ja nawet zabić. A Jezus? Zostawił na chuście „obraz” Swojej twarzy. No i kobiety. Szły płacząc nad Jezusem. Współczuły Mu. Jezus spojrzał na nie i powiedział: „ Nie płaczcie nade mną. Płaczcie raczej nad sobą … .” Jezus wiedział, że cierpi z własnej woli, z własnego wyboru, ale Jego cierpienie zakończy się i nastąpi Zmartwychwstanie.
A jak postępują ludzie? Czy zmienią (poprawią) swoje życie? Czy wykorzystają czas, który Bóg im daje? Jezus kieruje ostrzeżenie, także i do mnie, do każdego.
A ja….? czy mam świadomość swoich grzechów? Czy mam wolę, by się nawrócić?
Ta Droga Krzyżowa wywiera niesamowite wrażenie. Dotarło do mnie, gdzie jestem. Przejście Tędy uświadomiło mi bardzo jasno i wymownie, że Jezus szedł tędy z Krzyżem, znosił wszystkie cierpienia także i dla mnie. Dlaczego? Bo mnie kocha. Kocha ludzi – nas wszystkich. To jedyne takie miejsce na świecie, w którym coś się w nas przełamuje. Coś sprawia, że zaczynamy inaczej myśleć i patrzeć – głębiej. Zaczynamy widzieć to, czego dotąd nie dostrzegaliśmy, lub nie dopuszczaliśmy do siebie. Przejście Via Dolorosa było ogromnym przeżyciem. Nie dało się powstrzymać łez, zapanować nad wzruszeniem. Cztery ostatnie stacje znajdują się w Bazylice Zmartwychwstania. Weszliśmy więc do środka. Najpierw skierowaliśmy kroki do Kaplicy św. Heleny, umiejscowionej pod Golgotą zwaną również Miejscem Czaszki. Spojrzeliśmy w gorę i zobaczyliśmy trzy otwory – miejsca gdzie stały trzy krzyże: Jezusa i ukrzyżowanych razem z Nim dwóch łotrów. Wg. tradycji św. Helena w wyniku prac wykopaliskowych (na miejscu ukrzyżowania stała świątynia bogini Wenus, którą kazał zbudować cesarz Hadrian) odnalazła krzyże (belki) i tabliczkę z napisem, który kazał umieścić Piłat. Aby się przekonać, na którym krzyżu umarł Jezus, kazała przyprowadzić bardzo chorą kobietę. Kładziono ja na każdą belkę. Z jednej wstała o własnych siłach. Tę właśnie uznano, za należącą do Chrystusa.
Nieco dalej znajduje się Kaplica Adama. Krzyż Chrystusa miał stanąć nad grobem pierwszego człowieka. Miało to znaczenie symboliczne. W momencie śmierci Jezusa, pierwsze krople krwi padły z wysokości krzyża na ziemię, na grób Adama, wybawiając go z otchłani, następnie Ewę i wszystkich sprawiedliwych, którzy nie mogli wejść do raju i czekali w otchłani na odkupienie. Bramy nieba były bowiem zamknięte i mógł je otworzyć dopiero Chrystus. W Ewangelii czytamy, że: „ziemia zadrżała i skały zaczęły pękać”. To pionowe pęknięcie Golgoty widoczne jest tam po dziś dzień.
Stamtąd po schodkach weszliśmy na Golgotę. Staliśmy dobrą chwilę w kolejce, aby dojść do XII stacji (Pan Jezus umiera na Krzyżu) i dotknąć własną ręką skały Golgoty. Znajduje się ona pod ołtarzem, do którego dochodzi się na kolanach.
Tam właśnie przydarzyła mi się pewna sytuacja, którą też będę z sympatią wspominać. Otóż nasza grupa rozdzieliła się i na Golgotę wchodziliśmy już indywidualnie. Nagle usłyszałam język rosyjski. Było to dość zaskakujące, gdyż dominował angielski, słyszało się też inne języki. Przewodniczka przedstawiała grupie rosyjskojęzycznej kolejne stacje. Część z nich słuchała, część rozproszyła się, wciskając się między stojących w kolejce. Przewodniczka a. Mówiła, że są dobrymi ludźmi, że obok również stoją dobrzy ludzie, którzy niestety nie rozumieją, co oni mówią.
-????????, ? ??????? (Przepraszam, ja rozumiem) – powiedziałam
i uśmiechnęłam się wywołując pełne zaskoczenie.
– ????? (Tak????)
– ??.?? ????????????? ????? ?????????. (Tak. Pani bardzo ciekawie opowiada)
– ? ?? ????????? (Pani słucha?)- była wyraźnie zdziwiona.
– ??, ???????????. (Tak z uwagą.)
– ?? ??? ?????? (Tak bez pieniążków?) -uśmiechnęła się.
– ??? ?????. ??? ??? ????? ???????? ??? ?? ????????. (Bez pieniążków.
Bardzo podoba mi się jak Pani opowiada)
To był wstęp do rozmowy. Okazało się , że pani ma grupę z Rosji, a sama pochodzi ze Lwowa i tam mieszka.
– ?? ?????? (Jesteśmy sąsiadami) – stwierdziła, kiedy powiedziałam, że jesteśmy z okolic Przemyśla.
Zamieniliśmy jeszcze kilka zdań i pożyczyliśmy sobie wszystkiego dobrego, ponieważ kolejka przesunęła się znacznie i dochodziliśmy już do miejsca, gdzie stał krzyż i gdzie można było dotknąć i poczuć chłód skały Golgoty. Miałyśmy jeszcze trochę czasu do umówionej godziny spotkania grupy, więc postanowiłyśmy spędzić go na modlitwie. Nie wchodziłyśmy po raz drugi do grobu Chrystusa, ponieważ teraz kolejka była długa i zakręcona, ale poszłyśmy do Kaplicy Najświętszego Sakramentu (Kaplicy Ukazania się Chrystusa Matce). Potem usiadłyśmy na ławce będącej blisko wejścia do grobu Pańskiego. Ostatnie słowa modlitwy, spojrzenie na kaplicę z zewnątrz, na ludzi, którzy przybyli tu z różnych pobudek. Bardzo dużo Azjatów spotkaliśmy. „Oni są nadzieją kościoła” powiedział ksiądz Maciej.
Przed Bazyliką zbierała się już nasza grupa. Kiedy dołączyli wszyscy, mogliśmy pójść dalej. Przeszliśmy więc jeszcze do Ściany Płaczu. Tam też spotkaliśmy „naszych znajomych” z Golgoty. Mieliśmy trochę czasu, aby podejść blisko, przyjrzeć się temu miejscu, modlitwie Żydów, samemu pomodlić się. Potem powrót do Betlejem, kolacja i ostatnia noc w naszym hotelu.
Ksiądz Maciej zadał nam zadanie. Każdy z nas miał przygotować na następny dzień 2 pytania. Mogły one dotyczyć treści Ewangelii, lub odnosić się do religii, kościoła itp. Pytania należało napisać na kartce. Ksiądz miał na wszystkie odpowiedzieć. Zadanie okazało się na tyle trudne, że początkowo czułam zamęt, nie wiedziałam o co i jak zapytać, żeby to miało sens. Dopiero kiedy skoncentrowałam się i uporządkowałam myśli, zadanie okazało się wykonalne.



Ciasteczka na tej stronie
Używamy ciasteczek niezbędnych, żeby strona działała. Za Twoją zgodą włączymy też te, które pokazują mapę dojazdu i odcinki podcastu oraz pomagają nam liczyć odwiedziny. Zgodę możesz w każdej chwili zmienić. Szczegóły w polityce prywatności i na stronie o ciasteczkach.
Twoje zgody
Niezbędne
zawsze włączonePotrzebne, żeby strona działała: zapamiętanie tej decyzji, bezpieczeństwo formularzy, wydajność. Bez nich nie da się wysłać zapytania ani zgłoszenia rezerwacji.
Mapa dojazdu do biura (Google) i odcinki podcastu (Spotify). Te serwisy zapisują dane na Twoim urządzeniu i widzą, że oglądasz tę stronę.
Liczenie odwiedzin i tego, które wyjazdy oglądacie najczęściej. Pomaga nam układać ofertę. Nie używamy tego do reklam.