

autor: Teresa Kaciuba
Z Yad Vashem skierowaliśmy się na Syjon. Tam odwiedziliśmy Bazylię Zaśnięcia NMP. A właśnie – Ksiądz Maciej zadał nam takie pytanie: Czy Maryja umarła? Chwila ciszy. Każdy zbierał myśli. A potem: Nie, nie umarła, zasnęła. Pomyślałam, że jako człowiek musiała umrzeć, więc chyba tak się stało. No dobrze. Po chwili kolejne pytanie od księdza: A co z ciałem? Odpowiedź wydawała się prosta: z duszą i ciałem została wzięta do nieba. Kolejne pytanie: A po co w niebie ciało?. I tu już polegliśmy. Wyjaśnienie jest następujące: Tak. Maryja zmarła (nawet na Kalwarii 15 sierpnia idzie się z figurą Maryi za rzekę – to jest właśnie pogrzeb Matki Najświętszej.)Została wzięta do nieba, ale nie z ludzkim ciałem. Niebo to świat duchowy, tam ciało w naszym rozumieniu nie jest potrzebne. Chodzi o inny rodzaj ciała Maryja stała się prekursorem nas. Nasze dusze w dniu ostatecznym połączą się z ciałami. Ale to nie będą te ciała, które teraz mamy. W Bazylice Zaśnięcia NMP na Syjonie w podziemiach znajdują się 2 obrazy. Jeden przedstawia Maryję, a po obu jej stronach apostołów. Drugi bardzo plastycznie ukazuje scenę Wniebowzięcia. Matka Najświętsza zostaje wzięta do nieba, ale ciało zostaje. W krypcie natomiast widać leżącą figurę Maryi, która symbolizuje zaśnięcie Matki Bożej.
Do Jerozolimy wjeżdża się przez Dolinę Gehenny. Nie ma tam żadnych zabudowań. Według wierzeń tam właśnie przebywał pogański bóg Moloch, któremu na ofiarę składano dzieci (palono je żywcem). Stąd ta nazwa. Ona też symbolizuje jakby piekło. Posiada kilka warstw, z których najwyższa jest Szeol. Później wyrzucano tam śmieci i różne odpadki i palono je. Zostawiano także ciała martwych zwierząt, wrzucano po śmierci ciała złoczyńców, gdyż uważano, że są niegodni zmartwychwstania. Dolina jest rozległa i ciągnie się m.in. wzdłuż murów miasta. Widzieliśmy ją z okien autokaru. Kiedy wysiedliśmy, skierowaliśmy nasze kroki w kierunku Wieczernika. Nie wspomniałam jeszcze, a to istotne, że każdy z nas otrzymał radyjko i słuchawkę, by mieć dobry odbiór treści, które przekazywał przewodnik – czyli ksiądz Maciej.
Budynek, w którym znajduje się Wieczernik, wg. tradycji należał do rodziny św. Marka Ewangelisty. Jest on świadkiem wielu ważnych wydarzeń. Wieczernik to miejsce, gdzie Pan Jezus spożył z apostołami Paschę (Pascha – to wielkie święto żydowskie obchodzone na pamiątkę wyjścia Żydów z Egiptu) i ustanowił Eucharystię. Do dnia dzisiejszego Kapłan podczas Mszy św. cytuje Pana Jezusa mówiąc: ”Bierzcie i jedzcie….” Co to znaczy? To, że chleb przeistoczył się w ciało Pana Jezusa. (Apostołowie wtedy zupełnie tego nie rozumieli). To znaczy, że chleb w smaku i w wyglądzie pozostaje taki sam, taki jaki był, ale nie jest to już chleb, tylko Ciało Pana Jezusa. Tak jest, jeśli wierzymy. Jest to kwestia wiary. Pan Jezus tak uczynił, aby dłużej z nami pozostać na ziemi. Spożywamy Jego Ciało – po prostu jemy je. Pan Jezus tak uczynił, gdyż tak chciał. Objawił nam Swoja wolę, a my powinniśmy się do niej stosować. W Wieczerniku rozegrała się tez sprawa Judasza. On nie był zdrajcą w naszym rozumieniu. Nie możemy go więc tak potępiać. Judasz był skarbnikiem Apostołów. Pieniądze to jego wrażliwy punkt. Lubił je mieć i gromadzić. Żydzi nie powiedzieli mu o swoich planach względem Jezusa. Pismo św. o tym nie wspomina. Zapytali tylko Judasza, czy wskaże Jezusa, jeśli mu (tj. Judaszowi) zapłacą. Powiedział, że tak. Nie miał pojęcia, że to się skończy pojmaniem i śmiercią. Gdyby wiedział, prawdopodobnie nie zdradziłby. A pieniądze były potrzebne. Kiedy do Judasza dotarło, co się stało, nie wytrzymał tego i odebrał sobie życie. Pan Jezus podczas wieczerzy prowokacyjnie powiedział” Jeden z was mnie wyda”. Oni mówili” „Chyba nie ja Panie”. Pan Jezus na to: „Ten, który ze mną zanurza ręce w misie.” Ale na nikogo konkretnego nie wskazał. .Ręce zanurzali wszyscy Apostołowie, bo taki był zwyczaj. Judasz wyszedł. Pan Jezus powiedział do niego jeszcze: „co masz czynić – czyń”, ale Apostołowie tego nie zrozumieli. Po ukrzyżowaniu i śmierci pana Jezusa, Apostołowie jeszcze przez 50 dni przebywali w Wieczerniku (po 10 dniach było Wniebowstąpienie) 50 dnia po śmierci – miało miejsce zesłanie Ducha św. Stało się to w Wieczerniku. Apostołowie usłyszeli szum (czyli ruch powietrza, bo jak inaczej poczuć ducha?), ukazały się języki ognia i spoczęły na każdym z Apostołów. Wtedy stali się silni, już się nie bali. Wyszli z Wieczernika i zaczęli nauczać – wszystko rozumieli. Wszystko im się ułożyło. Pierwszy wyszedł Piotr. Piotr też przyszedł tu, po uwolnieniu go z więzienia przez anioła. O Wieczernik toczą spór Żydzi, gdyż pod spodem jest grób Dawida, Arabowie – bo przez wiele lat mieli w tym miejscu swój meczet (wcześniej wypędzili Żydów), Chrześcijanie – ponieważ tu Jezus ustanowił Eucharystię. Spór postanowiło rozstrzygnąć państwo. Wieczernik nie jest obecnie świątynią. Nikt nie odprawia tam modłów. Jedynie Jan Paweł II odprawił tam Mszę św. podczas swojej wizyty (taki postawił warunek). W części dolnej Wieczernika znajduje się grób króla Dawida (nie jest to jednak do końca pewne). Znajduje się tam sarkofag, a Żydzi przychodzą i modlą się przez cały rok (tańczą, śpiewają). Dawid był II królem. Przed nim był Saul, a po nim Salomon. To właśnie Dawid przeniósł Arkę Przymierza do Jerozolimy. W tym czasie kiedy podchodziliśmy do sarkofagu, grupa Żydów – sami mężczyźni rzecz jasna – śpiewała i klaskała w dłonie za wysokim parawanem.
Po wyjściu z Wieczernika pojechaliśmy do naszego hotelu. Betlejem leży na terenie Autonomii Palestyńskiej i choć to blisko od Jerozolimy, to już inne państwo i trzeba przekroczyć granicę. Z tego co było nam wiadomo i co widzieliśmy na własne oczy, kontrole ze strony izraelskiej były bardzo skrupulatne. Ale pielgrzymów traktowali ulgowo. Za każdym razem jednak uzbrojony żołnierz izraelski – wyglądał na takiego ciut starszego nastolatka – wchodził do autokaru i zadawał kilka pytań. Odpowiadał ksiądz Maciej albo kierowca, bo my raczej po rosyjsku prędzej byśmy się dogadali niż po angielsku. Ale wszystko bardzo grzecznie. Nie chciał nawet żadnych dokumentów. Każdy z nas był oczywiście „oznakowany” pomarańczowym identyfikatorem. Kiedy autokar zatrzymał się przed sklepem z „suwenirami”, zaczęło się prawdziwe zakupowe szaleństwo. Różance, krzyżyki, kadzidełka tudzież inne dewocjonalia, które ledwie mieściły się w reklamówkach. Obsługa trzeba przyznać bardzo miła i sprawna. Ale jak tyle ludzi wpadło do sklepu, oprócz nas jeszcze jedna grupa, to i ci sprzedawcy ledwie nadążali. Nawet częstowali nas kawą i winem – tak po łyku, do spróbowania w malutkich kubeczkach. Kiedy już wszyscy nasycili się zakupami, pozostało nasycić jeszcze żołądki. Obiadokolacja czekała na nas o 18.00. Tak jak poprzednio duży wybór. Krótko mówiąc smacznie, zdrowo i przyjemnie. Stwierdziłyśmy z Agatą i Anią, że o tak przyzwoitej wieczornej porze możemy pójść jeszcze na spacer. Może uda nam się dotrzeć do Bazylika Narodzenia? Podsunęłyśmy pomysł Dorocie i Ryśkowi. Wiedzieliśmy, że wyjścia indywidualne nie wchodzą w grę, najlepiej gdy idzie się grupą i jest w niej mężczyzna. Poszliśmy. Wiał wiatr i zrobiło się już chłodno. Droga, którą wybraliśmy, wydawała się nam właściwa i była nią – jak się potem okazało. Jednak o zmroku wszystko wygląda trochę inaczej niż za dnia, a jeszcze gdy zaczyna działać wyobraźnia …. Ulica była dość wąska, większość sprzedawców zamknęła już swoje sklepy i zrobiło się jakoś ponuro. Wokół leżało pełno śmieci, fruwały papiery. Dochodziły odgłosy pokrzykiwania, i głośna wymiana zdań. Jechały samochody, leciała głośna muzyka. W pewnym momencie ulica rozwidlała się i widać było ciemny wlot, ani jednej latarni. Do Bazyliki chyba taka droga nie prowadzi…. Zawróciliśmy. Dopiero później okazało się, że właśnie tą drogą należało iść.



Ciasteczka na tej stronie
Używamy ciasteczek niezbędnych, żeby strona działała. Za Twoją zgodą włączymy też te, które pokazują mapę dojazdu i odcinki podcastu oraz pomagają nam liczyć odwiedziny. Zgodę możesz w każdej chwili zmienić. Szczegóły w polityce prywatności i na stronie o ciasteczkach.
Twoje zgody
Niezbędne
zawsze włączonePotrzebne, żeby strona działała: zapamiętanie tej decyzji, bezpieczeństwo formularzy, wydajność. Bez nich nie da się wysłać zapytania ani zgłoszenia rezerwacji.
Mapa dojazdu do biura (Google) i odcinki podcastu (Spotify). Te serwisy zapisują dane na Twoim urządzeniu i widzą, że oglądasz tę stronę.
Liczenie odwiedzin i tego, które wyjazdy oglądacie najczęściej. Pomaga nam układać ofertę. Nie używamy tego do reklam.