Strona główna » Blog » 6. W Tanzanii – kierunek: SAFARI

6. W Tanzanii – kierunek: SAFARI

Afryka | Relacje z podróży
6. W Tanzanii - kierunek: SAFARI

Spis treści

W drodze do celu – Park Serengeti

Ranek dość wczesny, bo musieliśmy wstać o 5:00. Zamówione na 5:30 śniadanie zapukało do pokoju, ale okazało się, że była tylko herbata, bo jak tłumaczył nasz kelner wszystkie sklepy są zamknięte i nie można nic kupić. Oczywiście nie można mu wierzyć, bo jak w stolicy tak tętniącej życiem całą noc można zamykać sklepy. Zresztą spostrzegawcze oko Zbyszka wypatrzyło sporo jajek w kuchni. Ale nie było czasu na targi, wypiliśmy herbatę, zjedli opakowanie polskich kabanosów i poszliśmy na stację tutejszego PKS. Autobus już czekał, kierowca i „naganiacz” dobrze wiedzieli o dwóch białych rezerwujących sobie miejsca z przodu do Arushy w Tanzanii. Droga miała zakończyć się około południa, ale dojechaliśmy o 14:30. Nie mogła trwać krócej, bo nie było żadnych postojów oprócz 30 min na granicy, a kierowca poczynał sobie nieźle jak na możliwości tutejszych dróg.
Cały dzień jazdy i ani jednego zdjęcia. Ale podróż była opłacalna, bo widoki ciekawe. Po pierwsze widać jak wiele budują dróg, tak po stronie Kenii jak i Tanzanii. Chyba nie mają z tym większych problemów, bo nawierzchnia jest przygotowana przez naturę. Po prostu skały. Reszta niezbudowana, to drogi szutrowe, gdzie za autobusem zostaje sporo kurzu. Tak właśnie wygląda wielka sawanna afrykańska, tak sobie wyobrażałem ten kontynent. Sporo żółtych traw i niewielkie krzaczaste drzewka. Nawet w jednym miejscu udało się zobaczyć duże stado zebr, był to nie lada widok. Jednak dla mnie najciekawsze były oryginalne ubrania Masajów. Dzieci, kobiety i dorośli w kolorowych strojach z przewagą czerwonego płótna specyficznie narzuconego na siebie. Poza tym kobiety z odstającymi na 90° uszami z powodu ciężaru noszonych ozdób. Chyba nie można tego nazwać po prostu kolczykami. Ich wioski przy drodze są niesamowicie skromne.
Jak z obrazka: drewno złożone w prostokąt jako dom i okrągłe konstrukcje obite błotem jako gospodarskie obejście albo inne domy. Na razie trudno mi stwierdzić do czego służą wszystkie budowle stojące obok siebie. Pewnie tylko jedna z nich jest domem mieszkalnym. Na pewno z budową takich domów nie ma za wiele problemów, prosta i nieskomplikowana architektura. Jest to przydatne przy częstym przenoszeniu się i szybkim umiejscawianiu nowych domostw. Mam nadzieję, że będzie jeszcze czas na zdjęcia i dokładne przyjrzenie się ich życiu. Kiedy dojechaliśmy do Arushy w Tanzanii zaczepił nas kolejny „naganiacz”, bo wiadomo po co biały przyjeżdża do tego kraju. Albo chce iść na Kilimadżaro albo jechać do parku Serengeti. My wybraliśmy to drugie. Znalazł nam agencję, która po długich targach dała chyba dobrą cenę na nasze pięciodniowe zapoznawanie się z fauną i florą Afryki, nie pomijając przy tym masajskiej kultury.
Co będzie z tym Safari, to jeszcze zobaczymy. Wizę do Tanzanii kupiliśmy bez żadnego problemu płacąc 50 dolarów w okienku na przejściu granicznym. Safari mamy za 670 dolarów, na nic zdały się tłumaczenia, że za taką cenę jest 10-dniowa wycieczka po Europie. No cóż, to tylko dla białych, ale niby po co do tego parku mieliby jechać tubylcy? Jak biali, to i ceny amerykańskie, bo na pewno taka stawka nie ma nic wspólnego z polskimi cenami. Ale nie ma co narzekać, w końcu po to tutaj przyjechaliśmy, park Serengeti jako największy był jednym z naszym głównych celów. Ot, dzień kolejnych urodzin przy wieczornej buteleczce. Ale za to, na kolejnym kontynencie. Rok temu w Amritsar w Indiach, dzisiaj w Tanzanii.
 

Copyright © 2026 Biuro Podróży Matteo Travel. Wszelkie prawa zastrzeżone.