Strona główna » Blog » 7. Pociągiem do Surawaya

7. Pociągiem do Surawaya

Indonezja | Relacje z podróży
7. Pociągiem do Surawaya

Spis treści

Pociągowa autostrada handlowa 

Wyspa Jawa słynie ze swojego wulkanicznego ukształtowania i skupiła na sobie większość wulkanów tego sejsmicznego terenu. Poza tym tutaj często dochodzi do erupcji. Dlatego w podręcznikach do geografii ta wyspa występuje jako przykład skupiska wulkanicznego.
Po nocnym i porannym spotkaniu z wulkanem wróciliśmy do Probolinggo. Pakowanie nie zajęło nam wiele czasu w hotelu, bo kierowca obiecał poczekać i odwieźć nas na stację kolejową. Tam kupiliśmy bilety na ekonomiczna klasę do Surabaya i poszliśmy na obiad. Był to pierwszy posiłek w tym dniu a dochodziła 12 w południe. Z melodiami brzusznymi zasiedliśmy w typowej małej restauracji niedaleko dworca. Tym razem wzięliśmy Noodles, – czyli tamtejszy makaron. Pani nabierała go do głębokiego talerza jakby chciała nalać zupy i trzy razy wyjmowała talerz pokazując mi i patrząc w oczy z pytaniem czy tyle? Nie umiała po angielsku, ale i ja nie wiedziałem jak to powiedzieć żeby dała przynajmniej tyle ile może pomieścić ten talerz. Stąd trzykrotne spojrzenie z wymownym znakiem – Tyle? Czy jeszcze? Ja z podniesionymi brwiami zawsze odpowiadałem na te spojrzenia tak samo – poproszę jeszcze? Indonezyjczycy w większości są niżsi ode mnie i są bardzo szczupli. To może ona chciała ugościć nas swoją miarą. Tymczasem Polak potrzebuje, stąd takie odpowiedzi błagalne – kobieto, nie pytaj, tylko ładuj w ten talerz ile wlezie!
Kiedy spokojnie kończyliśmy nasze jedzonko, przybiegł Pan i krzyczy od drzwi pokazując na swoje ucho, że słyszał zapowiedź pociągu do Surawaya. A przecież w promieniu 10 metrów wszyscy już wiedzieli, co jedliśmy i gdzie jedziemy. Po takim alarmie, którego znaczenia oczywiście trzeba było się domyślić, bo był wygłoszony po indonezyjsku, zerwaliśmy się z plecakami. Rzeczywiście podjechał pociąg, ale w przeciwną stronę. Alarm odwołany a nam przyszło jechać drugi raz pociągiem w tym kraju i drugi raz był spóźniony. Ale tym razem jakąś godzinę czterdzieści minut. Ostatni wagon nie zostawił dla nas miejsca, ale gdzieś siedliśmy zaproszeni gestem tęgiego człowieka. To jest naprawdę niespotykane. Ale jak zwykle spektakl pt. „obcy w pociągu” zaczął się na dobre, bo każdy ruch był obserwowany i śledzony. Kiedy wreszcie siedząca obok młoda dziewczyna zapytała, z jakiego kraju jesteśmy, to posypały się do niej pytania ze wszystkich stron – skąd Oni? Każdy chciał wiedzieć. Taka nasza rola. Ale to jest bardzo miłe.
Pociąg indonezyjski ma jeszcze jedną przypadłość. Jego środek to autostrada spacerowa wszelkiej maści handlarzy, grajków, kalek z wystawionym workiem lub prezentujących talenty muzyczne. Handlarze przekrzykują się wzajemnie i rozmijają albo proponując towar do sprzedania albo zostawiając go na siedzeniu a potem odbierając, jeśli nikt nie kupi. Siedzieliśmy w ostatnim wagonie, który był otwarty na przestrzał. Handlarze przy ostatnim siedzeniu nawracali i od nowa głośną zachętą krzyczeli, co mają do sprzedaży. A niektórzy z nich chwilę odpoczywali i z powrotem zaczynali obchód. Także jadąc jakieś tylko półtorej godziny tych samych obnośnych handlarzy dało się widzieć na trasie przelotu środkiem wagonu po kilka razy. Jedynie niepełnosprawni nie byli tak szybcy jak śpiewający niewidomy, zamiatając niski pan z bardzo wygiętymi nogami, Pani bez ręki, gdzie jeden palec wyrósł jej przy ramieniu, Pan z dolegliwościami nóg pełzający przez całą długość pociągu na tylnej części ciała. I tak można wymienić niesmaczne rzeczy, ale bieda żeby nie byłą zabójcza musi być zaradna.
Po przyjeździe do Surawaya, od razu pojechaliśmy na lotnisko i wzięliśmy lot do Balipaktan na Borneo. Mam nadzieję, ze to dopiero będzie przygoda nawiązująca do książek Pałkiewicza.
 

Copyright © 2026 Biuro Podróży Matteo Travel. Wszelkie prawa zastrzeżone.