

Opowieści i obrazki rozbudzające wyobraźnię podróżnika to kuszenie nie do zniesienia. A przynajmniej dotąd, dokąd nie da się upustu pragnieniom pooglądania kolorów Afryki. Pytanie tylko, gdzie zacząć? Przecież to ogromny kontynent i wszędzie jest coś, o czym się marzyło chcąc odwiedzić czarny ląd. Rok temu z Piotrem Pyrczem podróżowaliśmy po Azji zdobywając zaufanie i wykorzystując gościnność Hindusów i Nepalczyków. Przyszła pora na kolejny kontynent. Piotr tym razem odmówił wyjazdu z racji prywatnych. Zostało mi poszukać innego towarzysza tej wyprawy. Nie było to łatwe, bo po doświadczeniach przeprawy przez Syberię i pustynię Gobi w Mongolii, gdzie jechali ludzie zbierani przez Internet, nie chciałem powtórki z tamtej rozrywki. Zdradzając swoje plany wąskiemu gronu zapaleńców trafiłem wreszcie na Zbyszka Skrzelę, który jak ja od dawana myślał o Afryce. Ale małżeństwo ma swoje prawa i mój potencjalny towarzysz musiał skonsultować i uzgodnić swoje plany z żoną. Ale udało się. Zaczęliśmy wspólnie omawiać plan podróży. Skoro nigdy wcześniej nie byliśmy w Afryce (oprócz egipskiego Kairu), padło na Kenię i Tanzanię, no i jeszcze jakby się udało to Zanzibar – wyspę należącą do Tanzanii. Ustalenie terminu przebiegło zgodnie, zresztą ja nie miałem wiele do targowania. Zostawał mi lipiec.
Oczekiwania są wielkie i kraje ogromne, trzeba było dobrze zaplanować naszą podróż. Bardziej zajmował się tym Zbyszek, bo chyba dysponował większą ilością czasu. W każdym bądź razie miał wielki zapał do czytania o Kenii i Tanzanii. Trzeba też było dopiąć sprawę szczepień i kupić bilety lotnicze. Grzebiąc w Internecie wszystko wskazywało na to, że ich koszt to około 4 tys. zł. Natomiast uruchomiając kontakty Zbyszka kupiliśmy bilety o tysiąc złotych taniej. Mapy znalazłem w Internecie, a w rzeszowskim Empiku przewodnik po Kenii. No dobra, teraz trzeba zacząć szukać jakichś kontaktów. Do Żurawicy przyjechał ks. Zbigniew, który pracuje obecnie w USA, a kiedyś przez dwa lata przebywał w Kenii. Ale nie udało się przez niego. Pytając Salezjanów w Przemyślu znalazłem kontakt z ks. Henrykiem pracującym w Namibii. Obecnie przebywa w Polsce, bo przyjechał na pogrzeb swojej mamy. Nie dopiąłem niestety kontaktu z Geraldem Ulomi – Tanzańczykiem poleconym przez Martę Sowę. Jest on przewodnikiem w jednym z biur organizujących Safari po Parkach Narodowych. Mieliśmy wspólną cechę: kiepską znajomość pisanego angielskiego i to pewnie było barierą. Cóż, zdziwienie Andrzeja, który mnie odwoził na przystanek PKS w Przemyślu, że jedziemy w ciemno, było ogromne, ale też oddaje to, co chcemy ku zdziwieniu wszystkich przeżyć. Nasza wyprawa stała się faktem.



Ciasteczka na tej stronie
Używamy ciasteczek niezbędnych, żeby strona działała. Za Twoją zgodą włączymy też te, które pokazują mapę dojazdu i odcinki podcastu oraz pomagają nam liczyć odwiedziny. Zgodę możesz w każdej chwili zmienić. Szczegóły w polityce prywatności i na stronie o ciasteczkach.
Twoje zgody
Niezbędne
zawsze włączonePotrzebne, żeby strona działała: zapamiętanie tej decyzji, bezpieczeństwo formularzy, wydajność. Bez nich nie da się wysłać zapytania ani zgłoszenia rezerwacji.
Mapa dojazdu do biura (Google) i odcinki podcastu (Spotify). Te serwisy zapisują dane na Twoim urządzeniu i widzą, że oglądasz tę stronę.
Liczenie odwiedzin i tego, które wyjazdy oglądacie najczęściej. Pomaga nam układać ofertę. Nie używamy tego do reklam.